w gwiazdy spoglądam
do bram Utopii
wyruszam
drogę wyznacza blask
wygasłych słońc
spadających złudzeń
spopielałych nadziei
czarna dziura pochłania
śmiech
ewakuacja
szukam przyszłości
i ukojenia
Uczmy się cenić chwilę, Bo z nich się składa życie, Szczęście jak skrzydła motyla, Zabłyśnie i zniknie skrycie.
w gwiazdy spoglądam
do bram Utopii
wyruszam
drogę wyznacza blask
wygasłych słońc
spadających złudzeń
spopielałych nadziei
czarna dziura pochłania
śmiech
ewakuacja
szukam przyszłości
i ukojenia
Poezja i kobieta
Kobieta jest poezją zdawać by się mogło.
Zwłaszcza gdy dba o rodzinę i przeciera okno.
W każdym wieku jest poezji dziełem
Trzpiotką, modelką, figlarną istotką, no i przyjacielem.
Od dnia, gdy się urodzi wdzięki swe roztacza.
Roześmiana pokazuje bezkarnie buzię i kolana.
Gdy ma latek naście -to tragedia wielka.
Dorosła się czuje, jak jakaś modelka.
Czas na miłości i zauroczenia, wiersze o niej piszą.
Jednak to nic nie zmienia.
Latka przelatują, gniazdko sobie wije.
Już nie tak zielona, czasem się z myślami bije.
Chce być kobietą i wielką damą.
Zostaje kochającą żoną i mamą,
Koło życia znów zatacza krąg.
Poeta zaśpiewa- mamo całuję twoją dłoń.
Zobacz na ten okruszek, patrz jak się uśmiecha.
W duchu myślisz będzie z niej szatan nie kobieta !
Uśmiech czarodziejki i ogromne oczy.
Złotych loków burza i perlisty śmiech.
Kobieta jest poezją-strofą nienapisanego wiersza jest.
Od dziecka
widzę raczej źle.
Na naukę przyszedł czas.
Grono terapeutów uczy mnie.
Jak w nowej sytuacji radzić sobie
mam.
By życie
dalej miało słodki smak.
Do kuchni nowe gadżety dam.
Już do sąsiadki
z igłą się nie wybiorę,
I drogi w mieście nie zgubię.
Mam nowe aplikacje,
Sztuczną inteligencję polubię.
I książkę dla relaksu
pod koniec dnia posłucham.
W wieczorny spacer
swą drogę laską wystukam.
Karnawał
i jego długie noce.
Gorące rytmy, śmiech.
Tańczmy.
Nim czas przeminie.
Dziś jeszcze bawmy się.
Nieważne
w przyciemnionym świetle
kontury zatarte są.
Ty
podasz mi swą rękę
Na nogach stoję wciąż.
Patrz
wino szumi w głowie.
Nogi wciąż tańczyć chcą.
Żyj
najlepiej jak umiesz.
Niech trwa twój szaleńczy pląs.
Choć
cygan skrzypki odłożył
Muzyka w sercu nam gra.
Schodząc
z parkietu życia pragniesz
By dalej karnawał trwał.
Grafika
niczym z obrazu Vermerra.
Piękna, młoda dziewczyna
stojąca bokiem odwraca się
spoglądając na widzów .
Wielkie oczy patrzą z smutkiem i nadzieją.
Włosy owinięte są zwojem materiału.
Kilka pasemek wysunęło się zalotnie .
I ta perła.
Kolczyk niczym księżyc w pełni,
Jasna kula przyciągająca spojrzenia.
Tajemnica.
O czym nie chce zapomnieć.
Co zapamięta na lata.
Czy jak uroda przeminie
perła będzie dalej kraść
jej oczu blask?
Iwonka jest to kobieta nie byle jaka
poetka a może jednak wierszokletka
brata bliźniaka przysposobionego ma
na bębnach i przeszkadzajkach
do wierszy jej gra
bursztynowa królowa
sroką jest jak ja mała garść klejnotów
rozjaśnia jej twarz
języczek ma cięty każdy dobrze wie
na odcisk jej wejdź by przekonać się
staram się jak mogę
zakazane owoce podsyłam
słyszę że jest to literowa bryła
mówi że szesnastka
inaczej źle widzi
jak muzyka zagra
ledwie na miejscu siedzi
Nie, nie pokazuj mi kalendarza ,
Wiem ile mam lat.
Życie się nie powtarza
Wykorzystam ten czas.
Nie czekam
na odpowiednią porę,
Żyję teraz i już.
Na pewno było wczoraj ,
Jest dzisiaj,
a jutro no cóż...
Więc chwytam to życie w locie.
Korzystam ile się da.
I z wędrowcami idę,
Droga przez pola i las .
Wykluczeni
Poza zasięg wzroku
Martwi za życia
Wszystkim jesteśmy
Solą w oku
Otacza nas cisza.
Dziś tak zupełnie bez powodu
Na dzień dobry i dowidzenia,
chciałam złożyć ci przyjacielu
Trudne życzenia do spełnienia.
Promieni słońca w dzień deszczowy
I Tęczy tuż po burzy
Mlecznej Drogi nocą ciemną
Może popłyniesz razem zemną.
Życzę ci zdrowia w czas choroby
By pełną piersią chwytać życie
I domu bezpiecznego gdzie sny
spełniają się o świcie.
Życzę ci wszystkiego najlepszego
W ogrodzie pełnym róż
I przyjaciela prawdziwego
By szedł przy tobie już .
Zawieszeni między niebem, a ziemią.
Z głową w chmurach idziemy powoli.
Już nie chcemy zmieniać niczego.
Chociaż prawda tak bardzo boli.
Wielką miłość mijamy po drodze .
Tę co ślad swój w pamięci wyryła .
Miała zostać z nami na zawsze,
Przeminęła jak mała chwila.
Pierwsza, druga, a potem następna,
Bo tak trudno kroczyć samotnie.
Szczęście troska po drodze zabiła,
Zasmucona siadasz przy oknie.
Gdy w głąb duszy czasem zaglądasz,
Wiesz, że miało być przecież inaczej.
Choć o Mlecznej Drodze marzyłaś,
Kamieniołom los ci przeznaczył.
Walczysz z czasem i beznadzieją,
By noc ciemna ci nie przerwała.
Życie zbyt szybko mija,
Widzisz wnuczka już wstała.
strach ma wielkie oczęta
i gulą w gardle stoi.
wszystko co złe pamięta,
własnego oddechu się boi.
tak trudno jest go przekonać,
że przyszedł tu niepotrzebnie.
nikt na niego nie czeka,
z nim mina każdemu rzednie.
kłębku radości merdający ogonem,
jak tylko wyczujesz że wracamy do domu.
w twych oczach jest nadzieja że z nami zostaniesz,
i strach że coś zbroisz i wtedy zmienię zdanie.
jak ci wytłumaczyć, że tamto się skończyło.
nie trzeba trząść się i czołgać by zasłużyć na miłość.
czasem coś się wydaży lecz to nie koniec świata,
zniszczone okulary to tylko mała łata.
Już odjechały sanie Mikołaja
Wigilijna gwiazda nam świeci
Choinka lśni wystrojona
W kręgu usiadły dzieci.
Na stole potraw dwanaście
Tak jak tradycja każe
I jedno wolne nakrycie
Dla gościa, może tu zajrzeć.
Nim się kolacja rozpocznie
Życzenia rozbrzmiewają
Te najgorętsze, prosto z serca
Ochroną niech otaczają.
Święta już rozpoczęte
Wszyscy są tacy szczęśliwi
Więc do żłóbka idziemy
Cud narodzin podziwiać.
Nie wszyscy jednak mogą
Świętować z rodzinami,
Ktoś w ciszy wychodzi na dyżur
O nich w święta też pamiętajmy.
Czerwonowłosa dziewczyno,
Z radosnym uśmiechem na twarzy,
Patrzę na ciebie i myślę co jeszcze się wydarzy.
Arbitrem elegancji jesteś dziś w naszym gronie,
Przepiękne fascynatory wykonały twe dłonie.
Dekoratorka i stylistka w tym świetnie się czujesz,
Lecz równie pięknie wiersze interpretujesz.
Strofą wiersza jesteś, płynącą przez niepogodę.
I w każdej chwili dostrzegasz czar dnia.
Lekkim krokiem zatańczysz walczyka,
Choć do tańca kropla deszczu na szybie ci gra.
Czas zatrzymał się dla ciebie.
Młodość w twym sercu została,
Gdy w kolorowym kapeluszu
Niczym motyl się fruwałaś.
Zamarznięte ziemnia , skry w słońcu błyszczące,
Ośnieżone drzewa wkrótce zimowy zacznie się koncert.
Dla tych co czarne złoto, spod ziemi wydobywali.
Pomimo strachu o życie pod ziemię latami zjeżdżali.
Papież miał swoje kremówki , a górnicy Basię
Na "osłodę życia" niebo w gębie zda się.
Codziennie nad nimi święta Barbara czuwała
By zdrowi powrócili, tam na nich rodzina czekała.
Grudniową piosenkę zanucę,
Grudniową piosenkę zaśpiewam
Słońce tak nisko nad ziemią
Nagie szumią nam drzewa.
Dziś hełmy z głowy zdjęte,
Kilofy w dół odwrócone
To miasto górnictwem stało,
Na mężów czekały żony.
Ucichły echa Barbórki
Śpiewy górnicze przebrzmiały
Dziś tylko opuszczone szyby
I wspomienia zostały
Lecz życie na nic nie czeka,
Kalendarz zmienia datę
Pora na Mikołaja i jego dary bogate.
Daj więc nam dar z serca
To czego wszystkim brakuje,
Miłości i nadziei choć najwięcej kosztuje.
Lubię długie zimowe wieczory,
Śniegiem okrytą ziemię,
I wspomnienia z dzieciństwa,
Czas w pamięci zamknięty.
Zjazdy na sankach, na lodzie piruety,
Ze śmiechem śnieżki się rzucało,
A po powrocie do domu z ciepłą herbatą
Przy piecu się rozgrzewało.
Im bliżej końca miesiąca więcej w domu się dzieje.
Choinki ozdoby prezenty wszyscy na święta czekają.
Nastrój taki podniosły o wszystkim trzeba pamiętać.
Cała rodzina przy stole. Święta, zbliżają się święta.
Rok powoli się kończy, nowe piszemy plany.
Tańce, cekiny muzyka...Sylwester.
Szampańską zabawą do rana Nowy Rok przywitamy.
A po przebudzeniu nic poza datą raczej nie zmieniamy.
Lubię jesień za jej kolory
I grzane wino w długie wieczory
A nawet choć może zabrzmieć to dziwnie
Lubię ja za wiatr hulający w kominie
Koniec października to magii początek
Uczcić Dziady nakazuje słowiański obyczaj
Potem łuny zakwitną nad miejscem zadumy
Tak tak pierwszego przychodzą tam tłumy
Z modlitwą , świeczką czy kwiatem w dłoni
Zjawiają się wszyscy by przez chwilę wspomnieć
O tym że byli nam bliscy chociaż odejść musieli
Że pamiętamy i czas tego nie zmieni.
Dni jak kartki z kalendarza szybko ulatują
Już jest jedenasty i noc podchorążych wiwatuje
Za wolną i niepodległą ile w nich było nadzieji
Nie zastanawiali się czy warto, walczyli ginęli
Jeszcze dobrze nie przebrzmiały tamtej nocy famfary
Odpięli kotyliony przyszedł czas na czary.
Bo przecież listopad ma wieczory długie
Zdało by się przytulić kogoś kogo lubię
A więc dalej wosk na wodę wylewamy
Może Andrzej powróży i się pośmiejemy
Będziemy balować z przemożną nadzieją
Że czary się spełnią i smutki rozwieją.
Ból niczym przyjaciel budzi mnie
Pozostając do następnego ranka.
Cicho szepcze przyzwyczaj się,
Dzień beze mnie to niespodzianka.
Ból uświadamia trud istnienia
Każe zdrowie szanować.
Jak często nie myślimy,
Że możemy potem żałować.
Ile razy mówiłaś - dziś nie bo czasu brakuje
Pamiętaj, że trudno naprawić , to co już się zepsuje.
Zdrowie to taka bestyjka, na nic się nie ogląda.
Im dłużej je ignorujesz tym więcej od ciebie żąda.
Zbyt mocno kochałam
Raniąc samą siebie.
Ze szczęścia szalałam
Gdy odnalazłam ciebie.
Kocham cię życie , choć czasem
Wyrywasz mi się z rąk.
Zostań tu ze mną,
Nie odchchodź więcej stąd.
Pragnę dostać kilka radosnych lat.
Znowu pokochać ten szalony świat.
Szczęśliwą być nie płakać nocą już.
Uciszyć w sobie zarzewie przyszłych burz.
Jak dobrze , że pada deszcz.
Ludzie w domach pochowali się.
Ja za to dziś , na spacer z myślami
Mogę iść.
Nie patrzy nikt na mą twarz,
Nie zastanawia się czy to łza,
Czy kropla deszczu powoli spływa.
Cisza w koło, cisza prawdziwa.
Zmoknięty liść już nie szeleści,
Nie unosi się radośnie na wietrze.
Na mogiłach przemoczony krzyż,
Modlitwy cicho im szepcze.
Pozwól mi mieć prawo do błędu, nie jestem z kamienia,
Ta rysa to moje serce i niech się nie zmienia.
Diamenty ponoć są wieczne, lecz z moich oczu
Łzy płyną mimowoli, a jak płyną – serce boli.
Nie jestem idealna, nic na to nie poradzę,
Czasem jeszcze upadnę i rękę we wrzątek wsadzę.
Zawsze powtarzam sobie to, co już słyszałam:
Że zbłądzić to rzecz ludzka, więc naukę z błędów brałam.
Sztuczna inteligencja rzadko się myli,
Duży wybór nam daje w tej jednej chwili.
Wszystko jest takie piękne i tak idealne,
Tylko duszy w tym nie ma – żadnej.
Kolorowe liście sfrunęły z drzew,
Jesienne dni sa takie krótkie.
Za chwile wieczór rozpocznie się
W domu jest tak przytulnie
Stłumione światło, muzyka w tle
W kominku iskry żarzą się.
Filmowy amant na ekranie,
Ja nic nie widzę patrzę na nie...
Zakazany owoc słodszy ma smak.
Pożądanie jego podnieca tak.
Myślą dotykasz by nie spadł liść
Dłoń wyciągasz powoli , ach czy to dziś?
Im dłużej czekasz tym bardziej chcesz.
Natręctwo myśli dopada cię .
I już sam nie wiesz pragniesz czy nie,
Powiedz mi czy boisz go się?
Gdy już go weźmiesz opada mgła
Widzisz że.słodycz cierpki smak ma.
Ułuda prysła i znikł już czar.
Czy grzech łakomstwa był tego wart?