Dawno, dawno temu w wielkim, starym lesie
żyła sobie dziewczyna, jak wieść gminna niesie.
Niebrzydka, może ładna – każdy widział inaczej,
chyba się ukrywała, co to miało znaczyć?
Kim była ta dziewczyna? Może to byłam ja?
Nikt nie wie naprawdę, co Baja opowie nam.
Poznała księcia pana, żabą się okazał,
bo kłamał, oszukiwał i na boki chadzał.
Kiedy odszedł, zwiedziony urodą zdradziecką,
dziewczyna zapłakała i znać go już nie chciała
Jednakże ciemną nocą za ropuchem łkała.
Nie zostało jej już nic, tylko gorące sny.
Na wielkim balu znów razem są, światła, muzyka,
kwiatów woń, szelmowski uśmiech, palący wzrok,
zgubili się, zmylili krok odchodząc w mrok.
Zagryza wargi, omdlewa już szukając jego ust.
Na zawsze chce zapamiętać minione chwile,
utulić kwiaty, gwiazdy, obłoki, motyle.
Z blaskiem słońca rozpłynął się ropuch i sen.