Szukaj na tym blogu

21/07/26

Pogłos

Gonisz niedościgłe marzenia,
Wciskając się w ramy złudzeń.
I nic nie da, że pragniesz wolności,
Chcąc uniknąć cudzych powtórzeń.
Oryginalne myśli mieć chciałaś,
Lecz wpadłaś w poślizg sugestii.
W tamtej chwili pięknie śpiewało,
W twojej pieśni nuta fałszu gości.
Trzeszczy, zgrzyta i polot zgubiło,
Gwiazdy nadal rzęsami trzepoczą.
Choć czar rzuca pełnia księżyca –
Nadal pozostajesz samotna nocą.



11/07/26

Śpiew mew


Ta miłość nigdy nie była dla nas,
ty bezczelny ja – trochę zwariowana.
Lecz wszystko poza tym było doskonałe,
do czasu, gdy prawdziwą twarz pokazałeś.
Rysunek na piasku rozwiał wiatr,
przybrzeżne fale rozmyły nasz ślad.
W bezkresnym morzu utonęły marzenia,
Jednak szumu wody dalej nic nie zmienia.
Wiatr gładzi policzki, rozczesuje włosy,
idę brzegiem morza, słysząc krzyki mew.
Minęły lata, pozmieniały się nasze losy,
Już dawno ucichł wspomnień syreni śpiew.


04/07/26

Vincent


W głowie kłębiły się obrazy,
tyle miał ich do pokazania.
Wciąż świeże zamysły, widoki,
kolejne problemy do rozwiązania.
Malował, lecz jakże inaczej –
obrazy nie budziły zachwytu.
Mówili, że są pokraczne,
brakowało im wdzięku i blichtru.
Wciąż nowe tworzył portrety,
smutna twarz z nich spoglądała –
lustrzana, mistrza niedocenionego,
któremu bieda w oczy zaglądała.
W swym szaleństwie i niezrozumieniu,
w trybie życia, jaki wiódł latami,
w lęku przed ciągłym odrzuceniem –
buty malował i noce z gwiazdami.
Słoneczniki, irysy i migdałowce,
spokojne wiejskie pejzaże.
W nich szukał ukojenia
Do dziś są obrazami marzeń.
Malował swą historię, zrozumienia brakło
by rozczarowanie i gorycz zagłuszyć.
W szale odciął ucho i gdy to nic nie dało,
odebrał sobie życie, by boleć przestało.
Pewnie ślad by po nim zaginął,
bo nieznany był, gdy malował.
Sławę zawdzięcza Joannie,
nie pozwoliła kolekcji zmarnować.
Minęły lata i standardy się zmieniły,
krzyczące obrazy nabrały mocy i siły.
Już połączenia kolorów nie rażą wcale,
bo krzyczą, są buntem i szałem.


Spacer po deszczu

Wczoraj był upalny dzień,
parny, ciężki od oddechu.
Dziś chmury zasłoniły słońce,
w parę chwil runął dach marzeń.

Spaceruję, omijając kałuże,
bujne łąki pełne są barw.
Mgła zaciera kształty gór,
szukam ogrodu ze snu.

Nigdzie nie widzę róż,
nie kwitną na kamieniach.
Są maki, koniczyny, kąkole,
fiolet i złoto ukryte w trawach.

Wypatruję tęczy na dywanie z ziół,
gdzie z płatka na płatek przeskakuje 
zniewalający zapach kwiatów,
otulonych złotym szalem z mgły.

Idę wolno, a zieleń faluje,

kołysząc motyle na wietrze.

Wiersze  się same rymują,

a wiatr włosy mi czesze.