tyle miał ich do pokazania.
Wciąż świeże zamysły, widoki,
kolejne problemy do rozwiązania.
obrazy nie budziły zachwytu.
Mówili, że są pokraczne,
brakowało im wdzięku i blichtru.
smutna twarz z nich spoglądała –
lustrzana, mistrza niedocenionego,
któremu bieda w oczy zaglądała.
w trybie życia, jaki wiódł latami,
w lęku przed ciągłym odrzuceniem –
buty malował i noce z gwiazdami.
spokojne wiejskie pejzaże.
W nich szukał ukojenia
Do dziś są obrazami marzeń.
by rozczarowanie i gorycz zagłuszyć.
W szale odciął ucho i gdy to nic nie dało,
odebrał sobie życie, by boleć przestało.
bo nieznany był, gdy malował.
Sławę zawdzięcza Joannie,
nie pozwoliła kolekcji zmarnować.
krzyczące obrazy nabrały mocy i siły.
Już połączenia kolorów nie rażą wcale,
bo krzyczą, są buntem i szałem.