Dziś chcę zebrać w wersy smutek, lęk,
który zagościł w oczach dziecięcych.
Nie pytają: „dlaczego ja?”,
szepczą cicho: „niech porwie to licho”.
Bo zaraz za oknem jest plac zabaw,
lecz im sił brakuje, nie biegają,
nie psocą, serduszko im szwankuje.
Dzień miesza się z nocą.
Czekają z nadzieją na cud,
Słońce, co do pokoju się wkradnie.
Na śmiech mamy, gdy w kącikach ust
delikatnie drga.
Radości łzę, nową szansę Bóg da.
I nadejdzie remisji czas
Im tak niewiele trzeba.
Nie mają wyszukanych marzeń,
Nie pragną gwiazdki z nieba.
Tylko by móc, jak inne dzieci,
bawić się bez ograniczeń,
gdy słońce świeci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz