Idę wolno, a zieleń faluje,
kołysząc motyle na wietrze.
Wiersze się same rymują,
a wiatr włosy mi czesze.
Uczmy się cenić chwilę, Bo z nich się składa życie, Szczęście jak skrzydła motyla, Zabłyśnie i zniknie skrycie.
Idę wolno, a zieleń faluje,
kołysząc motyle na wietrze.
Wiersze się same rymują,
a wiatr włosy mi czesze.
Dla Piotra, chłopaka ''Z jednej bramy," którego gitara nieraz rozkręca imprezę.
Beata Sadłowska
Wiersz o niczym dzisiaj napiszę,
Bez treści, lecz z zasadami.
Braki
Nie nauczyłaś mnie, mamo,
chcieć więcej, niż mi dano,
i ciągle mieć za mało,
wciąż więcej by się zdało.
Nie nauczyłaś mnie, mamo,
być najważniejszą na świecie,
rozpychać się łokciami,
bo przecież sami wiecie.
Nie nauczyłaś mnie, mamo,
być pierwszą w szeregu,
trzeba zadbać o innych,
nie chcę przeganiać ich w biegu.
.
Pora urlopów i wakacji,
Długie dni, gorące noce.
Czas na zabawy i wariacje,
Relaks da nam nowe moce.
Jak dzieci choć przez krótką chwilę,
Spełniamy skryte swe marzenia...
Odwiedźmy nieznane miejsca,
Wychodzimy na chwilę z cienia.
Zwiedzamy pobliskie okolice,
Ciekawe miejsca, dalekie kraje.
Ostępy leśne, górskie szlaki,
Wszędzie przygoda o sobie znać daje.
Popluskać się nad chłodną wodą,
Gdy upał mocno doskwiera i pali.
Z przyjaciółmi obejrzeć zachód słonka,
Posłuchać, co wiatr drzewom baje.
Zbieramy letnie wspomnienia,
Promienie chwytamy w dłonie.
W długie zimowe wieczory
Lato na zdjęciach zapłonie.
Nie nazywaj mnie poetą
Jest to osoba, która słowem włada,
w piękne strofy je składa.
Liczy głoski, unika powtórzeń
i rymów prostych, częstochowskich.
Ja tylko wiersze piszę czasami.
Gdy mnie jaźń boli, myślę wersami.
Nie znam się na rymach
ani strofach wyszukanych.
Moich wierszy nie ujmuj
w żadne kanony czy ramy.
Piszę o tym, co widzę,
jak świat odbieram, co czuję.
O tym, co bardzo mnie cieszy
i przeciw czemu się buntuję.
Dziś chcę zebrać w wersy smutek, lęk,
który zagościł w oczach dziecięcych.
Nie pytają: „dlaczego ja?”,
szepczą cicho: „niech porwie to licho”.
Bo zaraz za oknem jest plac zabaw,
lecz im sił brakuje, nie biegają,
nie psocą, serduszko im szwankuje.
Dzień miesza się z nocą.
Czekają z nadzieją na cud,
Słońce, co do pokoju się wkradnie.
Na śmiech mamy, gdy w kącikach ust
delikatnie drga.
Radości łzę, nową szansę Bóg da.
I nadejdzie remisji czas
Im tak niewiele trzeba.
Nie mają wyszukanych marzeń,
Nie pragną gwiazdki z nieba.
Tylko by móc, jak inne dzieci,
bawić się bez ograniczeń,
gdy słońce świeci.
W świecie, który pędzi i goni,
Gdzie tak bardzo czasu brakuje,
Słonko moje, najdroższe na świecie,
Przytulankę w prezencie kupuję.
Niech zawsze jest przy Tobie,
Zwłaszcza gdy mama bywa zajęta.
Niech do snu cię tuli i głaszcze,
O spokoju ducha pamięta.
Wszystkie strachy odgoni daleko
Ta maskotka – podarek kochany.
Wszak to ona przy boku trwała,
Gdy lęk w sercu był nieproszony.
Czasem bywa to lalka szmacianka,
Z pięknymi, długimi włosami,
Co za rączkę Cię zawsze prowadzi,
Gdy biegniesz szybko do mamy.
Innym razem to szary misio,
Co mruczy cicho do ucha,
Wszystkie łzy potrafi ocierać,
Gdy świat wcale nie chce słuchać.
Lalki Barbie, Ken czy Superman –
Wszystkie mają ten cel jedyny:
By oszczędzić dziecku cierpienia
I rozchmurzyć smutne miny.
W noc bezsenną niech tulą ciebie.
Gdy lekarstwo gorzko smakuje.
Lub z humorem język pokazać,
Gdy lekarz o zdrowie się dopytuje.
Letnia miłość narodziła się wiosną
Rozbudzona po mroźnej zimie
Wraz z kwitnącą magnolią zachwyca
Bo kto uczucie zrozumie.
Co zasiane z dniem każdym dojrzewa.
I noce są takie radosne.
Muzyk nocy piosenkę już śpiewa
Pożegnaliśmy delikatną wiosnę.
Słonko pieści promieni dotykiem
Zsuwa z ramion suknię kwitnącą
Gdy na spacer idziesz radośnie
Wietrzyk muska skórę gorącą.
Strumień szemrze i mruczy do ucha,
Obiecuje ci trochę wytchnienia.
Letnia miłość jak ogień wybucha
Spala wszystko co jest do spalenia
Jednak czasem Zefir niecnota
Co rozganiał chmury po niebie
Zabiegany nie dostrzegł uczucia
Tej miłości co wiąże jak węzeł.
Letnia miłość jak owoc dojrzała.
Czas zahartował uczucie.
Pomyśl i odpowieedz kochany,
Czy pójdziemy razem przez życie?
Dawno temu kataryniarz
na swoim instrumencie grał,
Opowiadał o dziewczynie,
której pierścionek kiedyś dał.
Śpiewał smutno o miłości,
tej niespełnionej co serce rwie.
Ale także o zazdrości –
bo Zefir też w niej kochał się.
Wraz z obrączką i obietnicą,
darować chciał jej cały świat.
jednak to wietrzyk zabrał wszystko,
bo on jej serce podmuchem skradł.
Rozbawiona, roztańczona,
kwiaty z włosów rwał jej wiatr.
I tylko stary kataryniarz,
z ponurą miną do tańca im grał.
Nikt już dzisiaj jej nie pamięta,
Z wiatrem spleciona pognała w świat.
Pękło serce katarynki,
Melodię niesie po polach wiatr.
Nowy wiersz dziś napiszę,
Deliktny jak konwaliowe dzwonki.
W bukiety ułożę słowa,
Już koncertują skowronki.
Przy drodze, którą biegną myśli,
Bzy przystroją ogrody.
Jaśmin odurzy zapachem ,
Wiosenny urok przyrody.
Wtulona w siebie para,
Powoli na spacer wyruszy.
Maj - kwitną kasztany.
Już się nic nie nauczysz.
Jeszcze z życia zdać egzaminy.
Bukiet wierszy mamie darować.
W nową drogę wkrótce wyruszysz.
Niech będzie radosna i kolorowa.
Jaka jestem? Cóż mam napisać.
Czas wyrył swe piętno na twarzy.
Rozmarzona czasem bywam,
Łza też mi się nieraz przydarzy.
Romantyczna ? O nie to nie ja,
Wszystkie przywary zodiaklne mam.
Jak muszę ustąpię by milej się żyło.
Bywam też uparta, ale to już było.
Wszak zgoda buduje więc jestem
szczęśliwa.
Wtedy z głową w chmurach i wiatru
porywach.
Zatańczę walca, zefir włosy rozwieje,
Słyszysz śmieję się , do życia się śmieję
Lecz nie zapominam I czasem nocą bezsenną,
Szepczę cicho modlitwy, pytając się losu,
Jak by to było, gdybyś był dziś ze mną.
Nad ranem gdy obeschną już łzy,
Znów obiecam sobie by silną być.
Bez sentymentów i patrzenia wstecz.
Zabrać się za siebie, nowy napisać
wiersz.
A może obraz piękny namaluję -
konia w galopie,
lub orła co nad chmurami szybuje.
Poszukam nowych wyzwań parę.
Wypiję z życiem wina czarę.
Usłyszałam słowa tej piosenki,
i serce do gardła skoczyło.
Pamiętam przy pożegnaniu
kiedyś tak do mnie mówiłeś.
Czasem gdy świat się walił,
i drogę we mgle gubiłam.
Stawałam , wołałam cię.
W pomoc twoją wierzyłam.
Minęło wiele lat ,
nawet nie liczę ile.
Powoli idę poprzez świat
zbierając dobre chwile.
Coraz rzadziej cię szukam
dziś radzę sobie sama.
Wciąż myślę, że usłyszysz mnie
gdy znowu będzie bardzo źle .
Do Karłowa chętnie wracam,
Tu ludzie są otwarci na życie.
Dwa zdania i znika blokada,
Śmieję się – sami widzicie.
Kataryniarz siedzi w fotelu.
Spogląda na górę i las.
Tam w dali jest Szczeliniec,
Tu wolniej płynie czas.
Dźwięczą struny gitary,
Gdzieś rozsypał się wers.
To takie czary mary
I piosenka już jest.
Duch Gór pokochał Emmę,
Skarby jej ofiarował.
Lecz ona go nie kochała,
Uciekła, okrutnie oszukała.
Dziś w szczelinach góry,
Wiatr legendę niesie.
O potężnym Liczyrzepie
I kamieniach w lesie.
Ostatnie podmuchy zimy,
Marzanna tron swój oddaje.
Wszyscy czekamy na wiosnę,
Zima niech płynie w zamorskie kraje.
Słońce jest coraz wyżej
Skowronek od rana śpiewa
Wierzby okryły bazie,
Więcej jest pąków na drzewach.
Szarość nabiera kolorów,
Zieleń rozgaszcza się w koło
Zawilce, Krokusy, Pierwiosnki
Łąka rozkwita wesoło.