modlitwa szeptana
krzykiem opadających liści
krople deszczu niczym łzy
obmywają rany drzew
barwny dywan okrywa
zmęczoną ziemię
złudzenia i marzenia
spadają odlatując w dal
pozostaje tylko mgła
otulająca ból przemijania
Uczmy się cenić chwilę, Bo z nich się składa życie, Szczęście jak skrzydła motyla, Zabłyśnie i zniknie skrycie.
modlitwa szeptana
krzykiem opadających liści
krople deszczu niczym łzy
obmywają rany drzew
barwny dywan okrywa
zmęczoną ziemię
złudzenia i marzenia
spadają odlatując w dal
pozostaje tylko mgła
otulająca ból przemijania
W dawnych czasach
Te ziemię porastał las ,
I we władaniu była Polan.
Gdzie,Lech, Czech i Rus
Jak jeden brat rządzili dookoła
Bogów też mieli swoich,
potężnych , im się kłaniali.
By dobro w domu zagościło
dary w ofierze dostawali.
Był Światowid co patrzył
Na świata cztery strony,
I gromowładny Perun,
Był Swarożyc - Bóg ognia szalony.
Weles, władca zaświatów,
u bram Wyraju siedział,
pilnując snu wiecznego,
bo nie był dla każdego.
W boskim kręgu wraz z nimi
zasiadła Mokosz - matką życia
ją zwano, za płodność i urodzaj
Zawsze jej dziękowano.
Jak liście jesienią ,
Kolorem się mienią
Mażenia i złudzenia.
Czasem się zdarza ,
Coś co nas przeraża... Nie!
Niebo zrównało się z ziemią.
Ile to jeszcze lat ,
Ile to jeszcze chwil ?
Za tobą dawny świat ,
Przed tobą nowe dni.
Nowe marzenia do spełnienia
i nowe obietnice.
Zobaczysz jeszcze i tobie,
Wiersz piękny Jutro napisze.
Dziś innym piszą wiersze.
Wiatr im do ucha rym szepcze
I opowiada o herosach.
Widzisz w lesie jest mgła.
Na polu tańczy dziewczyna bosa.
Wiatr porozwiewał jej włosy,
Przytulił mocno do siebie...
Konik polny skrzypce nastroił.
Gra jej do tańca, gra.
Ach .Pamięć tak boli.
Ten drugi Szostakowicza
Nie dla Anny go pisał.
Walca porwał dziś wiatr,
Gdy w uszach dzwoniła cisza.
Ten walc ach ten walc,
Nucą go liście na drzewach,
Wszędzie muzyka rozbrzmiewa.
Nie słyszysz tego jeszcze ?
Jutro wiersz ci napisze
Może przerwie tą ciszę
Tylko usłysz muzykę
Co na dnie serca gra.
Znakiem doświadczenia
Nieprzespanych nocy
Jest siatka trosk na twarzy
l srebrne włosy.
Ciągle brak ci czasu
Choć masz emeryturę
Inni siedzą w domu
Ty wyruszasz w góry .
Z głową w chmurach chodzisz
Możesz pozwolić już sobie,
Czasem się zastanawiasz
Po co ja to robię.
Nie chcesz tak jak inni
Przy drinku posiedzieć
Idziesz gdzie nie byłaś
Może znajdziesz siebie.
Z leszczynową witką w dłoni
Dziś za szczęściem gonię.
Bo kto jak nie ona
Obroni od ognia , złego ducha i pioruna.
To magiczne drzewo mogło rosnąć w raju
W koło każdej chaty gałązki w ziemię wtykają
W izbie pod połapem i na progu domu,
Gałązki leszczyny chroniły od gromu.
W czasie suszy różdżkarz stary
Źródełko odszuka takie to z leszczyną czary.
Bo woda to życie i obfite plony,
Pełne stodoły i zielone zagony.
Leszczynowa pani urodą zachwyca
Złotymi frędzlami przyozdabia lica
Gdy przeminie letni czas
Dba też o wiewiórki orzechy im da.
Pod stopami Mokoszy
Wciąż odradza się życie
By Ziemia płodną była
Trzeba życie pokochać,
Wymazano imię twoje
Skazano na zapomnienie.
Tak bardzo kobiet się bali ,
Bo w każdej ciebie szukali .
Matką i opiekunką jesteś
Wszystkiego co się narodzi,
Wiesz jak pomóc ,wyleczyć
Lecz umiesz również zaszkodzić
Tak jest na całym świecie.
To matka dzieci opieką otacza
Od chwili urodzenia
Do życia zakończenia.
W płótno losu wpisała
Tryumfy i nadzieję,
Szczodrym dała zwycięstwa
Innym rozgoryczenie.
Lecz kochać to jest za mało
Życie trzeba szanować
Zadbać by po nas zostało
Coś więcej niż tylko słowa.
Wiersz to czasem zadumania chwila,
Błysk w oku, mgnienia ulotne-
Jak ruch skrzydeł motyla,
To modlitwa
W stronę słońca skierowana,
Bez upiększeń i łez ocierania.
Innym razem można dostrzec w słowie,
Śmiech lecz jaki ?
Kto na to odpowie.
Wszak może to być radość.
Chwila tryumfu niepowstrzymana,
Lub ironia i drwina.
Jest jeszcze uśmiech co łzę ukywa .
Przed złym okiem zasłania.
Te wszystkie emocje wiersz skrywa.
Co trzeba zrobić , jakich argumentów użyć
by dzieci od starych baśni się odwróciły
Wiarę praojców w kniejach ukryły
I nowym Bogom pokłoniły.
Tak też u Słowian się stało ,
Dziś gusłem tylko się wydaje.
Mokoszy imię zapomniane
Szelestem liści powtarzane.
Matka Ziemia zawsze o swe dzieci dbała .
Obfite plony przynosząc dostatek dawała
Nić losu przędła płótno życia tkała.
Zapomnianą nigdy nie została.
Babie Lato pajęczą przędzie nić,
W gałęziach wiersze plecie.
W złotych kolorach z tobą dziś,
Przywitać pragnę jesień .
Młodość wciąż w sercu Tango gra,
W myślach budujesz lepszy świat,
Choć nieubłagany czas,
Przywiązał ci do nogi głaz .
Coraz wyższe są szczyty gór,
A droga dłuższą się wydaje .
Zadyszka znowu dusi mnie
Lecz dalej z życiem tańczyć chcę.
Ach Babie Lato chwilo trwaj .
Nie kochać cię nie sposób .
W wiersze zaplotłam Nawłoci kwiat
Już złoci się na dywanie z wrzosów.
Jesteś niczym wino
Które już dojrzało.
Serce nabrało szlachetności,,
W głowie wyszumiało.
Burze i zawieje cię zahartowały,
Cechy najcenniejsze już oszlifowały.
To co ważnym było, takim pozostało.
Zmieniasz się, czasu zostało tak mało.
Coraz bliżej wspominek czas.
Niekiedy zapalając znicz
Błyśnie w oku łza.
Zostawię ci łzę
na ostatnią drogę,
byś nie żałował
że odchodzisz w samotności .
Zostawię ci łzę,
tylko tyle mogę
w swej bezradności.
Potem za innymi
z pochyloną głową
przesunę się
w cień oddalenia.
Powiem że było ,
odeszło,
się skończyło.
Może uda się
ocalić od zapomnienia.
Uczyłeś mnie choć cię nie prosiłam.
Uczyleś - pilną uczennicą byłam,
Szukałam sensu w myśli nie wypowiedzianej ,
Rytmu rymu inie śpiąc nad ranem.
Szukałam blasku słońca i cienia w zakamarkach duszy
Szczęścia też szukałam by do domu wrócić.
Roześmiana ,roztrzepana gdzieś zgubiłam swoje serce ,
Jeszcze wczoraj tutaj było , marudziło tłumaczyło
Dziś zgubiło się w rozterce .
Ile razy myślałam ,
To nie tak, o nie
Na własny rachunek
Z życiem kopcie się.
Jesteście mądrzejsi
Wszystko lepiej wiecie,
A więc dalej do dzieła -
Co mi pokażecie?
Bo przecież się nie znam
I nie wiem niczego,
Czas biegnie do przodu.
Chwileczkę - poczekaj kolego.
Z biegiem minionych chwil
Inny widzenia masz kąt.
Czy widzisz co jest nie tak?
Nadeszło nowe - powodując błąd.
Jeszcze w objęciach lata
Rozgrzana pocałunkiem słońca,
Wesoło tańczy jesień
Malując liście bez końca.
Miesza barwy z rozmachem
Zielony żółty czerwony ,
W ciemnym lesie się chowa
Szuka główek brązowych.
Jeszcze wietrzyk pieści fale,
Delikatnie drzewa kołysze
By za chwilę , zawyć , zaszaleć.
Rozerwać wszechobecną ciszę.
W cieniu kościelnej wieży
I domu pielgrzyma,
Przsiadła się grupa
Marzeniem olbrzymia.
Dzielą nas granice
Lecz łączą marzenia
Więc bierzemy pędzle
Zostanie obraz do obejrzenia.
Zatrzymamy chwile.
W obrazie zamkniemy,
Chmury na niebie
I piękno tej ziemi.
My otrzymaliśmy
Nowe spojrzenie
Serce gospodarzy
Spełnione marzenie.
Młodość jest rytmem serca
Nie datą z kalendarza,
Dzień za dniem przemija
Już się nie powtarza.
Patrzę się na ciebie
Ty ciągle się śmiejesz
Chcesz zatrzymać czas ,
Taką masz nadzieję.
Gonisz niczym wiatr
Idziesz gdzie nie byłaś
Przegoniłaś ciszę
Była ci niemiła.
Od świtu po zmrok
Chwytasz każdą chwilę,
Promieniem słońca bądź
Zostań kolorowym motylem.
Czy pamiętam tamte lato?
Jeszcze
- jak przez mgłę,
Wtedy szczęście moje
Odwróciło się
Mijał czas, płynęły noce,
Przemijały
- zbyt krótkie dni.
Nadzieja dziś
Już się ledwie tli.
Czy pragnę jeszcze czegoś
Marzę
- czy o szczęściu śnię?
Twój czas juz przeminął
Chociaż wołam cię..
pastel olejna
Jakoś trzeba żyć -
Świat mnie znów przerasta,
Rano z łóżka wstać
Patrz nowy dzień już wstał.
Jakoś trzeba żyć-
Zrzucić z siebie ołów,
Bo nie da zapomnieć
Wciąż ciągnie do dołu.
Jakoś trzeba żyć -
Lęki znów pokonać,
Wyprostować się
Prace swe wykonać.
Przecież trzeba żyć-
Może nie dla siebie,
Świat brutalny jest
Dobrze że mam ciebie.
Promień słońca ozłaca szczyty gór ,
Rozjaśniając nocy mrok.
I nie pozwala w głąb siebie zapaść się
Mówiąc jak zrobić mam kolejny krok.
Czasami idąc poprzez życie
Pośród błękitnych śniegów,
Na drodze można spotkać gdzieś
Maleńkie kwiatki przebiśniegów .
Są jak nadzieja w zimny czas
Na wiosny ciepłej tchnienie ,
Na nowe lepsze dni
Na miłość, na spełnienie.
czapla grafika komputerowa
Dziś mnie oślepiały
Jak zahipnozowana szukałam lin
Co je przyciągały.
Wenus do Jowisza
Przytulić się chciała
Dystans swoj skróciła
Blaski rozsyłała.